Nie ma nocy, ani świtu,
Bym o Tobie nie pomyślał.
Włos księżycem oświetlony,
Twoja talia taka wąska.
Nie ma dnia, ani godziny,
Żebym spojrzeń Twych miał dosyć.
Okiem czujnym, rozmarzonym,
Patrzysz w obce rysy twarzy.
Nie ma bajki, ani baśni,
Która opisuje to spotkanie.
To się nigdy nie wydarza,
Nie naprawdę, nie tak zaraz.
Nie ma żadnej snu nadziei,
Jeśli w snach nie znajdę Ciebie.
Jesteś jak poranna rosa,
Niczym bryza w czterech ścianach.
Dawno temu zapomniałem,
Bądź wręcz nawet tego chciałem.
Nigdy już nie spotkać tego
Co ujrzałem w Twoim sercu.
Świt niebawem się pojawi,
A ja znów myślami krążę.
Wokół tego serca z włókien,
Które dziś dla Ciebie splotłem.