Dniami ciężkimi słonecznym żarem,
Nocami lekkimi księżycowym blaskiem,
Błąkam się stale panteonem marzeń.
Galerie twarzy, niegdyś poznanych,
wyniosłych, odważnych i wylęknionych,
słabych, o rysach zatartych,
silnych, ostrością rysów ciągle wyraźnych.
Panteon uczuć, miejsc i zdarzeń,
osób które kiedyś znałem,
pokrytych grubą warstwą kurzu,
osoby dawno zapomniane,
świeżością swoich barw ciągle zachwycające,
twarze wyśnione, życzenia spełnione,
Kobiety wymarzone, oczekiwane i zawsze z radością poznawane,
Stróże skromności i trofea próżności.
Ręką niezgrabną, zmęczoną, oklapłymi siłami malowane,
te - nad których poznaniem tyle wycierpiałem,
Słowem drobnym, filigranem sennych wspomnień zapisane,
te - które wiecznie żywe pozostają,
Wreszcie te, których reliefy ciężkim młotem tyle razy kruszone,
powracają z uporem, niewzruszone, brutalnie w fundamencie istnienia,
te - wulgarnie szkalujące gargulce moich słabości.
Galerie osobistości
Galerie osobliwości,
Galerie wspomnień,
Galerie słabości,
Galerie radości,
Galerie wdzięczności,
Galerie wzruszeń,
Galerie cierpień,
Galerie gniewu,
Galerie odbić,
Galerie osobowości.
Z Twoim łagodnym spojrzeniem pośrodku,
leniwie śledzącym mój pochód wśród wszystkich moich kobiet,
Na solidnym postumencie, ozdobna woalem szeptów którymi Cię święciłem,
z widocznymi śladami kłamstw, których się wobec Ciebie haniebnie dopuściłem,
w delikatnej koronie komplementów niezdolnych do ogromu Twej wielkości opisania,
pośród mgły słów niewypowiedzianych ku Twej łaskawej twarzy,
Plecami do Ciebie wędruję ku kolejnym wernisażom,
ku kolejnym wystawom twarzy w których Ciebie szukam,
Choć oboje wiemy, że Twój ołtarz centralnie w moim życiu ustawiony, już nigdy nie będzie należycie doceniony, nigdy nie namaluję pełniejszego dzieła, wszystko co dalej musi być gorsze, brzydsze, skażone.
Choć inne,już nie będzie Twoje, moje,
Będzie tylko swoje.